IDL

2007-09-19

Łaknąc chłodu

Niemal każdego dnia w okolice mojego okna w pracy przylatują kawki. Siadają na pokrytym blachą występie muru, ostrzą dzioby o metal, czyszczą pióra, czasami łapczywie połykają przyniesioną ze sobą skórkę chleba albo jakieś inne odpadki. Na chwilę przed odlotem zastygają nieruchomo, wbijając we mnie swoje szaro-srebrne oczka. Ich stalowe, lodowate, bystre spojrzenie przenika mnie do głębi, sięga serca i mózgu, przejmuje chłodem. Przez ułamek sekundy świat zamiera, po czym ptak, bez żadnego znaku uprzedzenia, rzuca się z gzymsu w dół, startując do kolejnego lotu.

Magiczna chwila mija.

Przenoszę wzrok nad horyzont i zaczynam marzyć o wzgórzach zasypanych śniegiem, o leśnych drogach pełnych śniegu, zacienionych czarnymi, martwymi drzewami rysującymi się ostro w poblasku różowego, dogorywającego słońca... Tęsknię do krzyku wron i kruków w milczącym poza tym powietrzu. Śnię o pustkowiu zasypanym białym puchem, z horyzontem ledwo odcinającym się od powoli szarzejącego nieba. Gdzie nie ma żadnego śladu życia i można jedynie zginąć marnie w lodowatej pustce albo, przy ogromnym szczęściu, trafić w miejsce, gdzie płonie ogień. Jak w życiu... ;-)

Tęsknię do długiej, mroźnej zimy...

Cytat na dzisiaj: Jestem dinozaurem, ktoś właśnie wygrzebuje moje kości. Skąd to, ptaszki? ;-)
Prześlij komentarz