IDL

2009-10-22

Wieczorne Polaków rozmowy...

Internetowy Dwutygodnik (bardzo interesujące teksty dotyczące wielu dziedzin kultury, polecam!) przeprowadził ostatnio internetową transmisję z odbywającej się na Uniwersytecie Warszawskim XVI Debaty Tischnerowskiej. Jej tematem był „Kryzys kapitalizmu?”, udział wzięły różne mądre postaci - Michał Boni, Aleksander Smolar, Marcin Król, Witold Orłowski... W tym leżał, moim zdaniem, główny problem całego przedsięwzięcia: wystąpienia były ciekawe, ale rozmawiali ze sobą ludzie z tego samego środowiska politycznego, które 20 lat temu decydowało o kształcie polskiego ustroju polityczno-ekonomicznego. Jeśli w trakcie dyskusji dochodziło nawet do polemik, to dotyczyły one niuansów, a nie pryncypiów. Szkoda, że nie zaproszono przedstawicieli innych opcji - komunistów, socjalistów, prawicy spoza kręgów liberalnych itp. To byłaby wymiana poglądów i wizji (owszem, zapewne niosąca ryzyko zamienienia się w pyskówkę), a nie miła, w sumie nieistotna pogawędka przyjaciół z dawnych lat... Istnieje takie angielskie sformułowanie, preaching to the converted - wygłaszanie kazań do już nawróconych - i ono właśnie przyszło mi wczoraj do głowy podczas tej debaty.

Jej konkluzja, wyrażona przez praktycznie wszystkich uczestników, była taka, że kapitalizm sam w sobie nie jest w kryzysie (w domyśle: to najlepszy system ekonomiczny, jaki wymyślono), natomiast dochodzi w jego ramach do wielu mniejszych i większych kryzysów, które z czasem, pozostawione same sobie, mogą doprowadzić do poważniejszych problemów. Jeżeli rządy nie podejmą jakichś przeciwdziałań, może dojść do dużej katastrofy. Nikt natomiast nie zwrócił uwagi na to, że być może ludzie zaczynają mieć dosyć obecnie panujących ustrojów będących pochodnymi kapitalizmu, są zmęczeni ciągłym pośpiechem, koniecznością ścigania się, dobiegnięcia do celu przed innymi... A zaczynają już o tym pisać w ojczyźnie kapitalizmu, więc wydaje mi się, że jest coś na rzeczy. Tylko my jak zwykle trochę z tyłu.
Prześlij komentarz