IDL

2010-02-09

FOZZ

Wreszcie człowiek oddycha pełną piersią! Po paru latach szarości, męczących temperatur w okolicach zera i przygnębiającego mroku przyszła w końcu prawdziwa zima. Od mniej więcej miesiąca świat jest zasypany śniegiem, panują ostre mrozy, od czasu do czasu drzewa i krzewy pokrywa szadź, tak jak dzisiaj. Piękny widok - rosnące przed moim oknem w pracy drzewo to w tej chwili czarny rdzeń gałęzi obrośnięty srebrną izolacją. Zima obfituje w więcej takich spektakularnych widoków: codziennie obserwujemy narastający na sąsiedniej kamienicy nawis lodowy. Gdyby gromadził się od strony ulicy, byłoby to niebezpieczne, a tak pocieszamy się, że spadając, pourywa co najwyżej parę kabli i być może zbije komuś okno. :-)


Mimo utrudnień komunikacyjnych, szczególnie dających się we znaki w tym roku, uwielbiam zimę. Owszem, tak jak wszyscy klnę, bo miejskie ulice pozmieniały się w jednokierunkowe trasy biegowe (a większość kierowców powinna mieć zakaz wyjazdu na miasto; to temat na oddzielną notkę) i krosowe tereny nie do przebrnięcia. Nie jest to jednak wina zimy, a nieudolnych władz miasta (temat na oddzielne 50 notek). Dlatego postanowiłem założyć Front Obrony Zimy Złej, w skrócie FOZZ (ciekawe, ile ten skrót załatwi mi wejść na bloga). Stanowczo protestuję przeciwko deprecjonowaniu starań i osiągnięć mrozu oraz sypiącego śniegu! Wiosną jakoś nikt nie krzyczy „A żeby się już skończyła ta cholerna wiosna” ani „Jezu, jutro znowu plus siedemnaście, trudno to już wytrzymać”. Koniec z dyskryminacją mroźnej bieli! Grudzień, styczeń i luty to miesiące zimowe, więc jako nienormalną należy traktować sytuację z poprzednich lat, gdy śniegu i mrozu było jak na lekarstwo. Jak uważa mój ulubiony klasyk, jak jest zima, to musi być zimno! (I śnieg!) A oczy odpoczywają od szarzyzn, czerni, błocka i deszczowych chmur. FOZZ na prezydenta!!!
Prześlij komentarz