IDL

2007-10-26

Ahtyści strike back!

Istne szaleństwo! Mam właśnie kolejną turę tłumaczeń „artystycznych”. Generalnie nie było najgorzej, pomijając fakt, że teksty do przetłumaczenia z angielskiego na nasze, z reguły prostsze, napisało tym razem towarzystwo niemiecko-holenderskie, więc momentami była niemiecka składnia wypełniona angielskim słownictwem, zdarzało się zdanie pół niemieckie, pół angielskie, a bywało też tak, że nie mogłem zrozumieć zdania, które zdawało się być jak najbardziej OK po angielsku. Z dotychczasowych smaczków zachowam w czułej pamięci „witch” użyte zamiast „which” oraz „fotokopi” zamiast „photocopy”.

Ale to wszystko, żeby zacytować niezapomnianego męża stanu Endrju Leppera, to pikuś mały w porównaniu z tym, co dzieje się w tekstach, które mają być przetłumaczone na angielski. Są one trudne z zasady, bo język ten nie jest moim językiem ojczystym. Ale od wczoraj zastanawiam się, czy jest nim też język polski! :-) Autor tekstu o pewnej bydgoskiej artystce upodobał sobie np. słówko „uniezwyklać” i jego pochodne („uniezwyklony”). I obawiam się, że niestety stać go na więcej, zresztą pozwolę sobie zacytować całe zdanie, które zapłodniło mnie do napisania niniejszej notki:

Niełatwo dostrzec te aspekty codzienności, gdyż zwykle percypujemy ją w stanie rozproszonej uwagi.

Czyż sentencja ta nie jest genialna w swej prostocie i pięknie? Uderza zwłaszcza jakże smakowity czasownik „percypujemy”, który - i to jest chyba najgorsze - faktycznie istnieje! A to dopiero pierwsza strona z czterech... Równie urzekająca jest „strategia wariacyjnej seryjności”. Zwariacjować można!

Mam tylko nadzieję, że w okolicach trzeciego piwa tekst ten stanie się prosty, jak operacja plastyczna palca (tak pewien tłumacz pracujący dla naszej firmy przetłumaczył frazę easy as lifting a finger!)...

PS. Zanim ktoś się przyczepi: w tytule jest arystokratyczne „r”. :-)

Prześlij komentarz