IDL

2009-02-16

Drogi porośnięte juniperem, 2

W sobotę obejrzałem Blade Runnera, tak zwaną ostateczną wersję reżyserską. Film został „odrestaurowany”, tak więc obraz i dźwięk są naprawdę przedniej jakości (dokładniejszy opis zmian można znaleźć w pierwszej recenzji na podlinkowanej wyżej stronie). Cóż z tego, skoro przyjemność oglądania psuje miejscami skopane tłumaczenie. Wierzyć się nie chce, żeby do tak pieczołowicie opracowanego filmu polski dystrybutor zdecydował się dołożyć językowego knota. Nie wiem nawet, kto go popełnił, ale to w sumie nieistotne.

Pierwszy przykład: Deckard odwiedza korporację Tyrella i po krótkiej rozmowie z Rachael spotyka samego Tyrella, a ten pyta go: Is this to be an empathy test? Capillary dilation of the so-called blush response? W napisach „capillary dilation” (rozszerzenie naczyń włoskowatych) jest przetłumaczone jako... „wypadanie włosów”! Oczami wyobraźni ujrzałem replikantów, którym w trakcie testu Voighta-Kampffa zaczynają wychodzić kłaki, jak nie przymierzając Staszkowi Tymowi w Misiu (W życiu do teatru bym nie poszedł!). Masakra!

Drugi: kiedy Rachael dowiaduje się, że jest replikantem, pyta Deckarda (którego zadaniem jest ich łapanie): Would you come after me?, co polski przełożyciel oddał jako Czy pojedziesz ze mną? Dokąd, na litość?!?! Na Bahamy, byczyć się na plaży i oliwić sobie nawzajem układy elektroniczne?!?! Tymczasem przerażona Rachael, moment wcześniej zastanawiająca się, że może uciekłaby „na północ”, patrzy na Ricka z niepokojem i pyta, czy w tej sytuacji by ją ścigał. Na co Deckard odpowiada, że on nie, ale inni... Ech.

Pomniejszych bzdurek (np. jedna z postaci mówi coś do Deckarda, a z napisów wynika, że zwraca się do jakiejś pani) nie biorę już pod uwagę. Szkoda, to mogło być wydawnictwo niemal doskonałe. Niemniej sam film jest genialny, to chyba najlepszy obraz sci-fi, jaki widziałem (tak, lepszy nawet od Matriksa), jeden z lepszych w ogóle. Do tego jeszcze ta fenomenalna ścieżka dźwiękowa...
Prześlij komentarz