IDL

2007-08-27

Back to Black

Sooo... like... you know. Hehe. Hehehe. I'm back. ;-)

Oczywiście, miało być zupełnie inaczej. Miał być przedurlopowy, pożegnalny wpis, miała być druga część relacji z Haddington. Niestety, nic z tego.

W niedzielę rano, kiedy przysiadłem, żeby postukać w klawiaturę, okazało się, że - GASP! what a surprise - nie działa Internet. Szybki SMS do wspominanego wcześniej pana, on jeszcze szybciej oddzwonił, ale udzielane przez niego porady nic nie dały. Powiedział, że to wina urządzeń przekaźnikowych, które trzeba będzie wymienić, ale nastąpi to nieprędko, bo to gruba forsa. Po czym, kiedy siedzieliśmy po południu (niedziela!) w pociągu, zadzwonił, że właśnie kończą wymieniać, i za pół godziny będę miał Internet. Powiedziałem, że przekonam się o tym dopiero za dwa tygodnie. No i niby działa, chociaż szału nie ma. Miałem szczery zamiar dokonać zmiany netu na UPC, ale o pogawędkach z bucem z tej firmy, odpowiedzialnym za naszą kamienicę, a mających na celu ustalenie możliwości technicznych i ewentualnej daty założenia łącza, nawet nie chce mi się pisać. :-/

Tak czy inaczej, Internet nie działał, więc przed wyjazdem nie mogłem już nic napisać. Postaram się odrobić to teraz, tym bardziej, że obserwacje dokonane w pierwszej części urlopu powinny starczyć na jedną, zjadliwą notkę. ;-) Kopnę się też w końcu w tyłek i zacznę wrzucać ciąg dalszy Haddington.

A jak już jesteśmy przy Fishu i Marillion - świat się po prostu wali. :-) Oby tak dalej! Zastanawialiśmy się tylko, co w tym czasie robił Mr H? :-)))

Pozdrawiam powakacyjnie!
Prześlij komentarz