IDL

2007-06-28

Sad but... sad

Dziś znowu będzie krótko. Ale dzień był dość przerypany, chociaż po wczorajszym święcie ;-) wydawało się, że będzie lajtowo i przyjemnie.

I nawet było - do jakiejś 14:00, kiedy znienacka wyszło na jaw, że w zakamarkach Internetu czai się spora paczka do przetłumaczenia, której w czasie mojej nieobecności nikt nie zauważył... Wybieranie nadgodzin trafił szlag, tym bardziej, że potem sam zapomniałem o sprawdzeniu innego tekstu. No i w ten sposób wyrobiłem sobie dzisiaj dodatkowe pół nadgodziny. :-) Jutro wychodzę dwie i pół godziny wcześniej, HOWGH!

Dobrze, ponieważ ten wpis niebezpiecznie zbliża się do estetyki „jajka na twardo na śniadanie”, będę kończył. Osoba, która wie, z autobiografii którego słynnego Polaka wziąłem motyw wpisów w pamiętniku traktujących o jedzeniu jajek na śniadanie, wygra nagrodę. Jeszcze nie wiem jaką. :-)

P.S. Zgubiłem gąbkę od słuchawek. To oczywiście wystarczający powód, by kupić nowe. Kossy czy Sennheisery? (Jeszcze są te albo te)

P.S. 2 Tytuł notki taki, bo miało być o początkach depresji, ale potem mi przeszło. Absolwent poprawił mi humor. :-)

Prześlij komentarz