IDL

2007-07-26

Brunatne g...

Miało nie być o polityce...

Jedną z rzeczy, które przekraczają moje możliwości pojmowania i przerażają mnie, jest popularność w naszym kraju brunatnej ideologii. O ile jestem jeszcze w stanie to zrozumieć w przypadku moherowych pokoleń, które ksiądz proboszcz ćwiczył w nienawiści do Żyda, to zupełnie nie jestem w stanie wymyślić przyczyn, dla których babrzą się w tym gównie ludzie urodzeni po roku, powiedzmy, 1960.

Jednym z przykładów może być wicemarszałek województwa kujawsko-pomorskiego, niejaki Eckardt. Jest on członkiem (z lubością podkreślam to słowo) Ligi Popierających Romana, co w sumie należałoby potraktować jako okoliczność łagodzącą, ponieważ - jak wiedzą wszyscy dobrze wychowani - nie można mieć pretensji do osób słabych na umyśle. Otóż tenże Eckardt, po niedawnym wyskoku Ojca Derektora (który nazwał panią prezydentową RP „czarownicą” i zaproponował jej odświeżający zabieg eutanazji) wlazł w kakaową gwiazdkę Wielkiego Rydza nie używając do tego nawet kropli wazeliny, co już samo w sobie jest niezwykłym osiągnięciem. Pożałował ojczulka, jaki to on jest biedny, lewacy, masoni i wiadome ośrodki go atakują, nie rozumieją, wypaczają jego wypowiedzi i generalnie manipulują. Pal sześć, gdyby zrobił to w swoim własnym, Eckardtowskim imieniu, ale nie, pan marszałek, zapewne z racji piastowanego urzędu, uznał, że wyrazy ubolewania musi wyrazić w imieniu mieszkańców województwa. Trochę mną tąpnęło, jak to przeczytałem, bo w końcu na jakiej podstawie prawicowy oszołom prawi dusery urzędnikowi Kościoła Katolickiego, twierdząc, że wyraża również moją opinię? Tym bardziej, że jest urzędnikiem państwa, w którego konstytucji zapisany jest rozdział od jakiejkolwiek religii.

 Postanowiłem więc wyrazić swoje zdanie na ten temat i odwiedziłem stronę marszałka. No i zmroziło mnie... Za nagłówek strony służy winieta tygodnika „Prosto z mostu”, organu prasowego faszyzującego, antysemickiego ugrupowania ONR. Nie wiem, co w ten sposób Eckardt chce wyrazić, obawiam się jednak, że nic dobrego. Wystarczy zresztą poczytać ostatnie dwa wpisy marszałka, by przekonać się, jak zionie on chrześcijańską miłością i zrozumieniem dla myślących inaczej. A przy okazji wykazuje się doskonałą - jak na osobę o prawicowych poglądach - znajomością cytatów z klasyków ideologicznych minionej, czerwonej epoki. Co tylko potwierdza moją tezę, że obecny obóz rządzący jest ucieleśnieniem ideałów peerelowszczyzny, że to jest prawdziwa postkomuna.

Przypadek marszałka Eckardta to jeden z przykładów na to, jak brunatne gówno wciska się w polskie życie publiczne najdrobniejszymi szczelinami. Inne przykłady: wydawca faszystowskiej gazetki, niejaki Farfał, we władzach telewizji publicznej; kibol Wiechecki jako minister w rządzie mojego państwa; ich polityczni mocodawcy, Maciej i Roman Wielkie Gie, na eksponowanych politycznych stanowiskach w Polsce i Europie. To osoby, o których bywa głośno - a ile jest takich przypadków na szczeblu powiatów, gmin, o których nie mamy zielonego pojęcia?

I jakoś tak przypomina mi się cudowna, sielska scena z genialnego „Kabaretu”: blond chłopię o niebieskich oczętach anielskim głosikiem śpiewa Jutro należy do mnie.

Przerażające.

Prześlij komentarz