IDL

2007-07-03

Szare zasłony

Od samego rana leje, co generalnie uwielbiam - zwłaszcza, gdy mogę siedzieć w domu, popijać coś ciepłego i gapić się bezmyślnie za okno (np. w takim miejscu bym mógł, albo najchętniej takim [Keltia!]) - ale nie wtedy, gdy z powodu deszczu jestem zmuszony do korzystania ze środków masowego rażenia... tj. masowej komunikacji. O kupnie porządnego ubrania przeciwdeszczowego na rower myślę od co najmniej dwóch lat i, jak zwykle u mnie, na myśleniu się kończy. :-/

W robocie projekty sypią się ze wszystkich stron, męczę się z ich ustawianiem i znajdowaniem tłumaczy, którzy je zrobią. Tydzień niestety nie chce się wydłużyć, a mnie osobiście czekają takie cuda do sprawdzenia, jak opis techniczny roweru czy instrukcja obsługi „jakiejś maszyny do odlewów” (cycat ze zleceniodawcy).

Dodatkowo od dwóch tygodni walczę z tekstami dla galerii, do wczoraj byłem pewien, że skończyłem i na jakiś czas będę miał spokój. Niestety - doszło kolejne pięć stron, może być hardkor, bo to niestety wynurzenia własne artystów. A na co ich stać, przekonałem się przy okazji ostatniego tekstu: była „trynitarna troistość Trójcy Świętej”, odniesienia do Boecjusza, a z drugiej strony „włocławski dom kultury we Włocławku” (no bo przecież ten faktyczny włocławski jest w Tucholi), albo „biennal” i „triennal” (czyżby jakiś męski szowinista?)... Zresztą przy okazji tłumaczeń dla galerii pozbyłem się kolejnego złudzenia - że artyści to ludzie wszechstronnie wykształceni, z ogólnym obyciem i pojęciem o świecie, dbający o treść i formę. Tymczasem pisane przez nich teksty są często niechlujne, ignorujące ortografię czy interpunkcję, stylistycznie fatalne - momentami wręcz bełkotliwe (np. zdania złożone składają się jedynie w wyobraźni osób je piszących). Do tego każdy „artycha” uważa, że fakt ukończenia przez niego Liceum Plastycznego w Cycach Wykiszewskich, albo wystawienia dwóch obrazów w Galerii „Monidło” w Pierdziałkowie Podwawelskim jest wydarzeniem niezwykle interesującym dla anglojęzycznego adresata katalogu prezentującego kilkudziesięciu twórców...

Oczywiście takie narzekanie jest z mojej strony czystą hipokryzją, bo dzięki tłumoczeniu tych „wykfitoof” mam kasę na waciki... Ale przebijanie się przez to wszystko powoduje, że jestem zmęczony psychicznie, przestaję widzieć światełka w tunelu, rzeczywistość wyślizguje mi się z rąk i generalnie czuję się dobity. Smutno mi.

Jeden plus, że zasłony się rozsuwają. Ale co z tego, jak nie mam roweru?!
Prześlij komentarz