IDL

2007-12-24

35

Mając 12-13 lat często wyobrażałem sobie, jak będzie wyglądał ten mityczny rok 2000, kiedy to skończę 28 lat, będę dorosłym, poważnym facetem na wysokim stanowisku, prawdopodobnie z żoną i gromadą dzieci.

Z tego wszystkiego sprawdziło się jedynie to, że w 2000 roku faktycznie miałem 28 lat. :-)

Wczoraj skończyłem 35 wiosnę (zimę?), i muszę stwierdzić, że powiedzenie „mężczyźni dorastają do szóstego roku życia, później już tylko rosną” to najczystsza prawda. ;-)

Obchody tej pięknej rocznicy odbyły się dzień wcześniej, w sobotę; zabawa była na tyle huczna, że gospodarz padł niemal jako pierwszy (jego honor został uratowany przez kolegę w dwudniowym ciągu). Podobno pół godziny przed lądowaniem pytałem swoją połowicę, czy mogę się już zwinąć po angielsku. :-) W związku z tym właściwy dzień urodzin był straszny - późna pobudka, potworny ból głowy, kolejna drzemka, wyjście na zakupy (!!!), mycie garów po gościach i ubieranie choinki, próba obejrzenia filmu w telewizorze, zgon. :-))) Teraz byle do czterdziestki. ;-)

Szczerze powiedziawszy, niewiele swoich urodzin pamiętam:

3 - obudziłem się jakoś nad ranem, spałem z Ojcem, który powiedział „Synku, wszystkiego najlepszego, dziś są Twoje trzecie urodziny”. Więcej z tego dnia nie kojarzę. :-)

18 - Z Hubertem i Stachem siedzieliśmy w pustym klubie Energetyka, popijając skromne ilości alkoholu, słuchając muzyki i grając we trzech na jednym pianinie.

30 - ostra impreza w mieszkaniu mojego brata. Zapoczątkowałem tradycję - padłem pierwszy. :-) Wychodzący goście próbowali nas dla żartu rozebrać, na szczęście obudziłem się w odpowiednim momencie. :-)))

I tyle, aż do przedwczoraj. Może to dzięki tej krótkiej pamięci tak młodo się czuję i wyglądam... :-)))
Prześlij komentarz